Drogę do wioski Antopol nie można nazwać łatwą. Wyjeżdżając z Tomaszpolu, miasteczka na południu obwodu winnickiego (miasta powiatowego, do którego przed 2020 rokiem należała wioska Antopol) z moją przyjaciólką fotografem Wirą, nasz kierowca postanowił pójść na skróty i nie jechać przez Wapniarkę, tylko przez Komargród, a następnie polną drogą przez pola kukurydzy i soi. Pogoda była słoneczna, więc daliśmy radę. Nie próbujcie tego powtarzać, zwłaszcza w deszczową pogodę. Może się nie udać.

Pojechaliśmy do pałacu, który obecnie służy jako internat psychoneurologiczny, za porozumieniem z administracją placówki, bo jest to zakład zamknięty.

Pałac w Antopolu. Foto W. Wołoszyna
Pałac w Antopolu. Foto autora
Napis na pałacu: Internat psychoneurologiczny. Foto autora

Od 1917 roku majątek pełnił funkcję domu wczasowego. Dla wczasowiczów zbudowano parkiet taneczny, zapraszano orkiestrę dętą.

W 1957 r. pałac i park przyjęły nowych pensjonariuszy w podeszłym wieku, przez prawie 30 lat był tu dom opieki, a w 1986 r. wprowadził się internat dla osób chorych psychicznie. Dziś mają oni tu doskonałe warunki. Pałac i park można zwiedzać, ale trzeba wystąpić o pozwolenie do administracji, co właśnie uczyniliśmy.

Jestem szczerze wdzięczna burmistrzowi miasteczka Tomaszpol, Walerijowi Niemirowskiemu, za pomoc w zapewnieniu transportu i zorganizowaniu spotkania z dyrektorem placówki, Anatolijem Prysiażniukiem.

Bez tego wsparcia ten wyjazd i artykuł by się nie udały.

Na spotkaniu z burmistrzem Tomaszpola W. F. Niemirowskim, dzięki któremu udało się zorganizować zwiedzanie Antopola.
Foto autora.

Na miejscu spotkał nas lokalny mieszkaniec i pracownik instytucji, zarządca gospodarstwa domowego, Kost Markitan. Oprowadził nas również po wszystkich zakamarkach pałacu i budynków gospodarczych.

– Skąd do nas przyjechaliście?

– Dziś z Tomaszpola, za porozumieniem z dyrektorem, ale generalnie jesteśmy z Kijowa i Winnicy. Szukam polskich śladów na Ukrainie, realizuję projekt polsko-ukraiński, więc nie mogłam ominąć Waszego pięknego pałacu.

– Rozumiem, fajnie. W takim razie zaczynamy. Patrzycie na posiadłość Karola Jaroszyńskiego, który jest jak nasz oligarcha Kołomojski. Wielu ludzi dla niego pracowało. Ale dobrze płacił, więc ludzie chętnie dla niego pracowali. Dbał o ludzi, był miły. Jego śmierć była dla mnie zaskoczeniem. Był w tym czasie już za granicą, w teatrze albo w operze, agent NKWD wstrzyknął mu truciznę. Ale przez to że był w dobrej kondycji nie umarł od razu, tylko cierpiał przez sześć miesięcy, a potem zmarł.

– Prawnuczka Jaroszyńskich niedawno przyjechała do nas z Polski minibusem, – kontynuuje nasz przewodnik, – wszyscy się baliśmy, myśląc, że zabierze nam pałac, ale ona tylko rozejrzała się po pałacu i podziękowała nam za opiekę nad nim.

Istnieje legenda o tunelach pod pałacem, które ciągną się aż do Komargrodu. Osobiście przeszedłem 50-70 metrów, były dwa podziemne przejścia: do stawu i do sąsiedniej wsi Markiwka.

A to jest piwnica-magazyn, tam pójdziemy najpierw. Wyobraźcie sobie, ma trzy piętra w dół, czyli około 10 metrów głębokości.

Piwnica-magazyn pałacowy. Foto autora
Drewniane oryginalne drzwi wejściowe do piwnicy-magazynu. Foto autora

– Wow!- odpowiedziała cała nasza trójka ze zdumieniem.

– Był tu nawet lodowiec, bo wtedy nie było lodówek, więc zastąpił go lodowiec. Piwnicę zasypano lodem, a produkty dobrze przechowywano aż do jesieni. Trzy kondygnacje piwnicy posiadają także ciekawy system wentylacji, specjalne nisze na lód – wycinany zimą ze stawów w parku i wrzucany do piwnicy, gdzie na specjalnych hakach wieszano mięso, tusze dziczyzny i wszelkiego rodzaju przechowywano żywność i napoje na stół pański. W piwnicy znajduje się lodówka i nadal jest ona używana zgodnie z jej przeznaczeniem.

W piwnicy. Foto autora

Ciekawostką jest pomieszczenie, w którym kiszono kapustę. Układano ją nie w dębowych wannach, ale w ceglanych kamiennych dołach. Aby zapobiec sypaniu piasku ze ścian, ściany każdorazowo zabezpieczono woskiem.

Miejsce do kiszenia kapusty w piwnicy. Foto autora

    

I to wszystko kopano ręcznie, w tym czasie nie było koparek! Ale ludzie byli zadowoleni z pracy u pana, ponieważ dobrze płacił- lubił powtarzać nasz przewodnik.

Wszystko, co widzicie, zachowało się z pańskich czasów, ponieważ jest to zabytek architektury i urbanistyki o znaczeniu państwowym i nie mamy tu prawa niczego zmieniać ani przebudowywać, a jedynie to podtrzymywać. Teraz w tych piwnicach przechowujemy kiszone produkty, przetwory, pomidory kiszone, ogórki, sami je robimy na potrzeby instytucji. Spróbujcie naszych pomidorów.

Kiszone pomidory z pańskiej piwnicy. Foto autora

Przez cały czas, gdy pan Kost opowiadał i pokazywał piwnicę, my panicznie fotografowaliśmy każdy drobiazg, żeby niczego nie przeoczyć i głośno zachwycaliśmy!

– Teraz w wiosce Antopol, gdzie znajduje się pałac, mieszka 173 osoby, a kiedyś było ich 1600! Każda rodzina miała sześcioro dzieci, a mój ojciec był trzynasty!

– Ilu teraz macie pacjentów?

– Teraz jest 140, przed wojną było 120, wzięliśmy 20 nowych z okupowanych terytoriów, z Kupiańska, Zaporoża, kiedy zostały zbombardowane. Ciekawe jest to, że w przeciwieństwie do Zaporoża, gdzie internat był w centrum miasta i pacjenci sami wychodzili na zewnątrz, u nas jest zamknięty teren, można spacerować po parku (z czasów jeszcze pańskich), jeśli trzeba iść do sklepu, to też można, ale tylko w towarzystwie pielęgniarki.

Pacjenci internatu na spacerze przed pałacem. Foto autora

Spacerowaliśmy i podziwialiśmy, jak dobrze i sprawnie wszystko zostało wykonane i przetrwało wieki. Wszystko zostało zachowane, nie tak jak w dzisiejszych czasach, kiedy dokonuje się napraw, a rok później wszystko odpada, wali się, a materiały nie są tak dobre jak kiedyś.

Tuż za piwnicą znajduje się ogromny, potężny dąb, do którego udaliśmy się po zwiedzeniu piwnicy. Uważa się, że Aleksander Puszkin lubił odpoczywać pod tym dębem, gdy odwiedzał posiadłość.

Dąb Puszkina w parku pałacowym. Foto autora

Istnieje legenda o tym, jak poeta zgubił się podczas polowania: „Pewnego pięknego poranka 1821 r. mieszkańców wsi Antopol obudziły gardłowe dźwięki rogu myśliwskiego. Wkrótce kawalkada myśliwych opuściła rozległy park księcia Romana Czetwertyńskiego i skierowała się w stronę uroczyska Dubyna. Wśród jeźdźców można było rozpoznać Aleksandra Puszkina, który w tym czasie przebywał u swoich dekabrystów w Tulczynie i został zaproszony do Antopola na polowanie. Zafascynowany polowaniem poeta niepostrzeżenie został w tyle za grupą myśliwych i zabłądził. Idąc w jednym kierunku, doszedł do granicy lasu odległej daczy Dubyna Perlowskikh. Początkowo leśniczy pomylił Puszkina z przebranym Cyganem, ale kiedy usłyszał wesołą opowieść poety o jego przygodzie, zaprosił gościa do siebie, a następnego dnia zabrał go do Antopola, do posiadłości Czetwertyńskich”.

– „Byłoby lepiej, gdyby nie znaleziono go wtedy w lesie, może historia potoczyłaby się inaczej i nie byłoby tej wojny” – skomentowała Wira.

– Ależ wymyśliliby coś innego”- odparła pracownica instytucji, z którą wyśliśmy z piwnicy w stronę dęba.

– Dokładnie”- odpowiedziała Wira.

– „Ci, którzy przyjeżdżają z Winnicy, przytulają się do dębu i nabierają siły, dąb daje im energię” – kontynuuje Kost.

Próbowaliśmy też objąć go we trójkę i nie udało nam się, ponieważ do objęcia potrzeba minimum czterech osób.

Dąb Puszkina. Foto autora

Pan Kost uważa, że ​​dąb ma ponad 300 lat. Niestety, ostatnio piorun lekko uszkodził drzewo. Kora pękła, więc teraz zastanawiają się, jak ożywić drzewo.

Po drodze spotykamy kilku pacjentów zakładu, którzy spacerują lub coś robią, niektórzy z nich próbują pomóc personelowi. Obserwujemy, jak pan Kost chwali jednego z pacjentów:

– „Dobra robota, Witalik, jesteś najlepszy.

– A ja?” – pyta pacjentka, który przechodziła obok i usłyszała rozmowę.

– ” Ty też, Swietoczka, jesteś najlepsza, pomagasz, jesteś dzielna”.

– „Tak, pomagam” – uśmiecha się kobieta i podchodzi do nas, radośnie przytulając do Wiry, chwytając ją za rękę.

Widać, że bardzo brakuje im komunikacji, uwagi, zwykłych ludzkich uścisków. Pacjenci są spokojni, nie są agresywni i swobodnie chodzą po terenie.

Pytam Kostia, na jakie choroby najczęściej chorują tutaj ludzie.

– „Schizofrenia, upośledzenie umysłowe” – odpowiada Kost. „Są też tacy, których bogate dzieci przywożą jeepami i umieszczają w internacie, mówiąc, że są ciężarem dla nich. Są gotowi zapłacić każde pieniądze, bylebyśmy tylko ich zabrali. Odpowiadam im: a jak Was wychowywali i wypuszczali Was w świat, nie przeszkadzali Wam?

– I zabieracie ich wszystkich?

– Musimy to robić. Oczywiście, jeśli jest wolne miejsce.

Jeden młody człowiek, Roma, który wyglądał i mówił najrozsądniej ze wszystkich, ciągle za nami chodził i chciał z nami zagadać. Opowiadał nam o sobie, skąd pochodzi, o swojej rodzinie, rodzicach, smutnej historii, że jego matka się powiesiła. Kilka razy uciekał z internatu, raz nawet poszedł na piechotę do Odessy odwiedzić brata. Został złapany i wrócił do internatu. Podał swój numer naszemu kierowcy, żeby do niego dzwonił. 

Wśród ciekawostek z życia pacjentów, pan Kost powiedział nam, że podczas pełni księżyca coś się dzieje z pacjentami, zaczynają wariować, reagują gwałtownie, stają się bardziej agresywni. Sam w to nie wierzył, ale już był przekonany, że zaczyna się to tylko przy pełni księżyca.

Następnie zwiedzanie kontynuowano w samym pałacu, zbudowanym według oficjalnej wersji w 1830 roku w stylu klasycystycznym. Jest też data założenia majątku 1780-te lata, o czym świadczy tablica na pałacu przy wejściu.

Tablica na pałacu z napisem: Pałac. Koniec 18 wieku. Foto autora
Owalny hol na parterze pałacu. Foto autora

 Centralna część jest dwukondygnacyjna, schody od głównego wejścia prowadzą do owalnego holu, z którego rozchodzi się system korytarzy, z których można dostać się do każdego pomieszczenia posiadłości.

Jedna z sal pałacu z marmurowym kominkiem, w której obecnie jest pokój dla pacjentów №16.
Foto autora

Z kolumnowego holu dostajemy się do jednej z trzech sal, mieszczące kominki. Wykonane z marmuru i żeliwa kominki mogą być nadal używane zgodnie z ich przeznaczeniem i są najbardziej atrakcyjną częścią wystawy. Pierwszy kominek znajduje się po prawej stronie od holu wejściowego, w pokoju №16, a drugi po lewej od holu wejściowego w jadalni, w której pacjenci spożywają posiłki. Trzeciego nam nie pokazano, ponieważ kierunek zwiedzania był chyba w drugą stronę.

Marmurowy kominek w pokoju №16. Foto autora
Zdobienie kominka. Foto W. Wołoszyna

Nawiasem mówiąc, na zewnątrz nie widać dymu z kominków, ponieważ ściany mają bardzo zawiły system ogrzewania.

Drugi marmurowy kominek znajdujący się w stołówce. Foto autora
Stołówka w której znajduje się drugi kominek marmurowy. Foto autora

Zachowała się kuchnia z dużym żeliwnym piecem, który nadal jest używany zgodnie ze swoim przeznaczeniem i którego ciepło nadal ogrzewa pomieszczenie zimą przez niewidoczne grzejniki w ścianach.

– Gotujemy jedzenie dla chorych na pańskim piecu! Oszczędzamy również energię elektryczną dla państwa. Piec jest oryginalny, po prostu obłożyliśmy go cegłami i wymieniliśmy okap, a wszystko inne jest takie, jakie było, gdy pan tu był.

Pański piec. Foto autora
Pański piec. Foto autora.

Po drodze rozmawialiśmy z miejscowymi kucharkami, które dojeżdżają do pracy z sąsiednich wiosek i traktują swoją pracę bardzo odpowiedzialnie i z miłością. One również zaczęły opowiadać nam o posiadłości, kontynuując historię Kostia.

– Dziękujemy za opiekę nad tak historycznym miejscem. Niewiele jest zabytków w Ukrainie, które są tak dobrze zachowane – mówię uśmiechniętej kucharce.

– Tak, staramy się jak możemy.

Wspięliśmy się po pięknych zrekonstruowanych schodach na 1. piętro.

Schody na 1. piętro pałacu. Foto autora
Schody na 1. piętro pałacu. Foto autora.

Znajdują się tam pokoje bez pompatycznych dekoracji. Na uwagę zasługuje półowalny pokój z oknami od podłogi do sufitu z widokiem na główne wejście do posiadłości. Nie wiadomo jeszcze, co znajdowało się w licznych pokojach i salach pałacu. Jednak bogata wyobraźnia odwiedzających może narysować liczne obrazy z życia tamtych czasów, które obejmowały bogaty wystrój pokoi, meble i obrazy.

Pokój na 1. piętrze pałacu. Foto autora

Wira i ja jednoczenie wyraziłyśmy chęć zamieszkania w takim pałacu chociażby na jeden dzień i żartobliwie poprosiliśmy Kostia o wynajęcie nam pokoju.

Z czasem do dwupiętrowej części centralnej dobudowano 2 jednopiętrowe skrzydła w neorenesansowej interpretacji fasad, co dało obecny kształt litery U. Z tej strony znajduje się wejście do pałacu.

Z tej strony wejście do rezydencji wieńczą cztery kolumny. Zachowały się drewniane obramowania czterech środkowych okien, które są ozdobione małymi balkonami.

Główne wejście do pałacu. Foto W. Wołoszyna
Drewniane balkony nad przednim wejściem. Foto autora
Widok z balkonu. Foto autora

W skład zabudowań wchodzą również stajnie, gołębnik, garaż, brama z portiernią oraz kamienne ogrodzenie otaczające całą posiadłość.

Garaż 1904 roku. Foto autora
Oryginalna rzeźba na garażu. Foto W. Wołoszyna
Wycieczka przy garażu. Foto W. Wołoszyna

Wszystkie te budynki znajdują się w parku, jednym z najstarszych parków w obwodzie winnickim. Poznaliśmy już dąb Puszkina z tego parku. Inne drzewa tutaj są również stare, mają 300-400 lat. Antopolski Park Krajobrazowy ma status parku o znaczeniu narodowym, zajmuje około 30 hektarów, a pałac nadal cieszy oko swoim wspaniałym wyglądem.

Droga, która biegnie z Wapniarki przez Werbowę i Markiwkę do Antopola, ta, którą my nie jechaliśmy, ale polecamy, prowadzi przez wieś prosto do bram pałacu, tak jak trzysta lat temu. Nawet wysoki kamienny mur oddzielający wieś od parku jest doskonale zachowany.

Dobrze zachowany mur otaczający pałac i park. Foto autora

Niegdyś park przecinały alejki i ścieżki biegnące w różnych kierunkach. Ułożono je w taki sposób, że podróżnik za każdym razem mógł podziwiać nowe krajobrazy. W szczególnie pięknych miejscach znajdowały się schody i ławki wyrzeźbione z białego marmuru. Niestety się nie zachowały. Niektóre z nich były gładkie i płaskie, podczas gdy inne wyglądały jak prawdziwe arcydzieła sztuki. Otaczały je rzeźby satyrów siedzących w różnych pozycjach i grających na instrumentach muzycznych. Płaskorzeźby na balustradach przedstawiały postacie dziewcząt w sukienkach. Na wybrzeżu park był otoczony ogrodami, które chroniły przed wiatrem.

Artykuł polskiego badacza Romana Aftanazego zawiera szczegółowy opis parku: „…do majątku w Antopolu prowadziła aleja lipowa nad stawem. Murowana neoklasycystyczna brama z pawilonem dla portiera pochodzi z początku XX wieku. Park krajobrazowy, założony w latach 80-tych XVIII wieku, zajmował powierzchnię 30 hektarów. W tym samym czasie rosły już istniejące tam drzewa. Pochodzące z tamtych czasów dęby, a także jesiony, osiągają do 2 metrów średnicy. Część parku znajdowała się na płaskiej powierzchni, ale główny obszar położony był na dobrym wzniesieniu, co podkreślało jego malowniczy charakter.

Murowana neoklasycystyczna brama z pawilonem dla portiera. Foto autora

Przy wejściu do parku znajduje się neoklasycystyczna brama z pawilonem dla portiera, pochodząca z początku XX wieku.

Tablica na bramie. Foto autora

Całkiem niedawno, w 2021 roku, ukazała się książka Nadii Podkopajewej „Jak dwa skrzydła – Antopil i Markiwka”. Książka ta, być może, zawiera najbardziej wyczerpujące informacje o pałacu i wsi Antopol, ma aż 510 stron i została napisana przez nauczycielkę, mieszkankę sąsiedniej wsi Wyła. Rodzina męża autorki pochodzi z Antopola, a kariera autorki rozpoczęła się w sąsiedniej Markówce.

Książkę można znaleźć w lokalnych bibliotekach rejonowych w Tomaszpolu, Wapniarce, a także w innych ośrodkach rejonowych regionu, na przykład ja czytałam ją w bibliotece miejskiej miasta Illińce. Podzielę się z wami kilkoma dodatkowymi informacjami o historii pałacu, zebranymi dzięki ciężkiej pracy autora w archiwach i ze wspomnień lokalnych mieszkańców.

„Wieś Antopol położona jest na płaskim terenie długim pasem i należy do księżnej Kazimiry Czetwertyńskiej. We wsi znajduje się wiele ogrodów, w szczególności piękny ogród właściciela ziemskiego z małym stawem rybnym. Najbliższa stacja kolejowa Wapniarka oddalona jest o 8 wiorst. Warunki higieniczne są doskonałe. Gleba jest czarnoziemna. Stara drewniana cerkiew została zbudowana przez księcia Antona Czetwertyńskiego w 1772 roku. Zamiast niej w 1847 r., zgodnie z życzeniem jej męża, księżna Kazimira Czetwertyńska zbudowała kamienną cerkiew, pokrytą żelaznym dachem, z taką samą dzwonnicą, na cześć Podwyższenia Uczciwego i Życiodajnego Krzyża. Ludność prawosławna liczy 485 mężczyzn i 433 kobiety. Wszyscy są chłopami, rolnikami, oprócz rolnictwa zajmują się powożeniem”.

(„Parafie i kościoły diecezji podolskiej”)

Nie ma wiarygodnych źródeł na temat czasu założenia i pochodzenia nazwy wsi. Być może nazwa miejscowości pochodzi od imienia starożytnych Słowian – Antów, których pozostałości kultury materialnej odkryto stosunkowo niedawno, bo w 1959 roku, w grobie na terenie obecnego internatu.

W drugiej połowie XVIII w. i pierwszej połowie XIX w. właścicielem Antopola był książę Antoni Jan Nepomucen Światopełk Czetwertyński (1744-1830), najmłodszy syn księcia Felicjana Stefana i Katarzyny Jełowickiej, wywodzący się z rodu zwanego „na Nowej Czetwertni”. Miał dwie żony, Teresę Zahorską i Annę Rużewską. To właśnie z Anną Rużewską (Rżewuska) książę Antoni miał siedmioro lub sześcioro dzieci: czterech synów, księcia Józefa, księcia Gottfrieda (który zmarł w 1844 roku i był żonaty z hrabiną Marią Broel-Plater, z którą mieli córkę Emilię, która później została żoną rosyjskiego generała Sine Wittgensteina), księcia Rajmunda, księcia Stanisława, księcia Leopolda, pułkownika Gwardii Rosyjskiej, oraz dwie córki, Katarzynę i Teklę (inne źródła podają, że miał trzy córki). Podzielił między nie całe swoje dziedzictwo, które składało się z Kołodenki, Sufczyna (obecnie Sawczyno), Januszgrodu (obecnie Markiwka), Kryżopola (obecnie Wysokie), Antopola, Capiwki, Komargrodu i innych wsi w Bracławszczyzny, a także kilka wsi w województwie kijowskim.

Antopol odziedziczył książę Leopold, żonaty z Kazimierą Lubianką, z którą miał córkę Janinę. W 1863 r. wyszła ona za mąż za Adolfa Bożeniec-Jalowickiego (ok. 1840-1898), doktora filozofii i znanego działacza społecznego. Po tragicznej śmierci młodej córki, a następnie żony w 1865 r., Adolf Jałowicki, ożeniony po raz drugi z Jadwigą Tyszkiewicz, postanowił sprzedać Antopol i przenieść się do miejscowości Czeresze Siedliszcze koło Witebska.

Jednak, jak wiadomo, zgodnie z ówczesnym prawem Imperium, od 1865 do 1905 roku Polacy w zachodnich prowincjach mogli sprzedawać swoje majątki tylko Rosjanom. Było to spowodowane polskimi powstaniami, najpierw w 1831, a następnie w 1863 roku. Dlatego władze zdecydowały się na rusyfikację tych ziemi. Polacy natomiast uważali sprzedaż własnych majątków za akt niepatriotyczny. W tym przypadku pomógł Józef Jaroszyński (1826-1885), właściciel Zwonychy, Kabatni, Babyna, Kapustian i Hniwani. Nazywał się Józef Klemens Hryhorij, a jego żoną była Karolina Borza-Dżewiecka (ur. ok. 1840 r.). Jaroszyńscy zostali wniesieni do stanu szlacheckiego w 1834 roku. Józef Jaroszyński miał dobre stosunki z rosyjskimi urzędnikami i otrzymał od Aleksandra II wyłączne prawo do zakupu ziemi w dziewięciu guberniach, które wcześniej należały do Polski. Kupił Antopol.

W tym samym czasie założył cukrownie w Babynie i Hniwaniu, co zwiększyło jego i tak już znaczny majątek. Po nim Antopol, Krzyżopol i Wapniarkę odziedziczył najmłodszy z jego synów, Karol Jaroszyński (1878-1929), znany finansista, osoba publiczna i filantrop, który był ostatnim właścicielem majątku. Spadkobierca wielomilionowej fortuny, od dawna znany był jako miłośnik życia na wysokich obrotach, które dość szybko pochłonęło miliony. Był jednak niezwykłą osobowością. Dzięki swoim wielkim umiejętnościom organizacyjnym, w niektórych przypadkach zwiększał swoje dochody, a w innych ponosił znaczne straty. W 1909 roku „rozbił bank” w Monte Carlo, wygrywając ogromną sumę, która przeszła do historii światowego kasyna, a wygrane pieniądze pozwoliły mu spłacić długi, które zaciągnął w burzliwym okresie swojego życia i, o dziwo, skłoniły Karola do zmiany stylu życia.

Karol Jaroszyński. Foto z internetu

Późniejsze różne transakcje finansowe sprawiły, że Karol Jaroszyński w opinii wielu stał się najbogatszym Polakiem w historii. Po tym incydencie los sprzyjał Karolowi Józefowiczowi: w 1911 r., kiedy Mikołaj II odwiedził Kijów, brat Karola Franciszek Józefowicz został podniesiony do rangi młodszego szambelana, co zbliżyło Jaroszyńskich do dworu. Wykorzystując swoje nowe kontakty, Karol aktywnie zaangażował się w działalność biznesową i znacznie zwiększył swój majątek podczas przedwojennego boomu przemysłowego. W marcu 1916 r. oszacował swój majątek na 26,2 mln rubli. Karol był właścicielem 53 cukrowni. Jednocześnie hojnie wspierał polskie towarzystwa charytatywne i edukacyjne, nie szczędząc wydatków na inne wydarzenia społeczne.

Kiedy w 1916 r. powstał Sojuszniczy Bank, stowarzyszenie banków prowincjonalnych, Jaroszyński został wiceprezesem jego zarządu. Do tego czasu przeniósł się do Piotrogrodu i zamieszkał w jednej z pałacowych rezydencji, słynnym Domu Połowcowa na Wielkiej Morskiej. Szwedzki finansista Ashberg napisał, że Jaroszyński, za pośrednictwem Rasputina, nawiązał potężne kontakty z rosyjskimi arystokratami i że krążyły plotki, iż wkrótce poślubi jedną z córek cara.

Śledząc działalność Jaroszyńskiego, brytyjski konsul w Odessie podziwiał jego umiejętności, ale zauważył, że często cierpiał biedę z powodu braku gotówki. Chociaż Jaroszyński nadal korzystał z kredytu Banku Rosyjsko-Azjatyckiego i otrzymywał od niego wielomilionowe pożyczki, pożyczał również pieniądze za granicą, w tym umowę z londyńskim Citi i Midland Bank, który później stał się jego głównym brytyjskim kontrahentem.

Do 1917 r. zarządzał ogromnym imperium biznesowym, które obejmowało kopalnie, rafinerie stali i ropy naftowej, banki, firmy ubezpieczeniowe i kolejowe, sieć hoteli i wiele innego, w tym w Odessie. Jednocześnie wspierał instytucje edukacyjne i charytatywne. Był przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Finansował szpital Fiodorowa wielkich księżnych Marii Nikołajewny i Anastazji Nikołajewny: był asystentem komendanta osobistego pociągu sanitarnego cesarzowej Aleksandry Fiodorowny. Był blisko związany z przyjaciółką cesarzowej Anną Wydubową. Według plotek był zakochany w jednej z córek Mikołaja II.

Karol Jaroszyński był jednym z nielicznych, którzy rzeczywiście zrobili coś, aby uwolnić Mikołaja II – przekazał na ten cel ogromne sumy pieniędzy. Niestety, na pewnym etapie plan ten upadł.

Istnieje jednak pogląd, że Jaroszyński był członkiem loży masońskiej i sam brał udział w wydarzeniach lutowych 1917 roku.

Po marcu 1917 r., utraciwszy poparcie dworu, Karl kontynuował swoją działalność i zdołał zawrzeć szereg znaczących transakcji. Najważniejszą z nich było przejęcie Rosyjskiego Banku Handlu Zagranicznego z siedzibą w Moskwie, który był właścicielem dwóch firm cukrowniczych, firmy ubezpieczeniowej i finansował biznes zbożowy w regionie Wołgi. Jaroszyński zawarł tę transakcję z Międzynarodowym Bankiem Handlowym z siedzibą w Piotrogrodzie, który kontrolował handel chlebem na południu, największe kopalnie węgla i przedsiębiorstwa metalurgiczne w kraju.

Po październiku 1917 r. Karl Józefowicz stracił większość swojej fortuny, zachowując jedynie swoje zagraniczne konta. 29 czerwca 1918 r. złożył oświadczenie, że przekazuje 1 milion rubli na budowę Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie.  Prawdopodobnie przez inercję, nie zdając sobie sprawy, że jego fortuna i czas minęły. Próbował kontynuować działalność finansową, ale szczęście się od niego odwróciło. Będąc osobą aktywną, nawiązał kontakty z nowym naczelnikiem Polski, marszałkiem Piłsudskim, do którego kierował szereg różnych projektów, w większości jednak niezrealizowanych.

Rewolucja odebrała Karolowi niemal wszystko, z wyjątkiem części pieniędzy ulokowanych w zagranicznych bankach. Mimo to był w stanie przekazać znaczne sumy na cele filantropijne. Po wojnie angażował się w różne działania, ale bez większych sukcesów.

Karol Józefowicz zmarł niemal w nędzy w warszawskim Szpitalu Świętego Ducha 8 września 1929 roku. Według jednej z wersji miał syna Karola Karłowicza, który również został finansistą i rzekomo zmarł w 1941 roku; według innej nigdy nie założył rodziny i nie wiadomo, kto i czy miał żonę.

Istnieją informacje o jego śmierci, że rzekomo został otruty igłą z trucizną w operze w Paryżu w latach dwudziestych XX wieku i chociaż został uratowany, cierpiał z powodu skutków zatrucia aż do śmierci, jak już powiedział nam nasz przewodnik po pałacu, Kost Markitan.

Szkoda, że pałac jest zamknięty dla turystów. Chociaż, w porozumieniu z administracją, cieszyć się tym pięknem jednak się da. Ale z drugiej strony fakt, że tu właśnie ta konkretna instytucja, ten konkretny dyrektor, ten konkretny zespół uratowali ten zabytek przed losem większości zabytków na Ukrainie.

Za to jesteśmy im bardzo wdzięczni!

Autor i redaktor- Lena Semenowa

Wersja ukraińska

АНТОПІЛЬ- закрита від людей перлина Вінничини

Дорогу до села Антопіль легкою не назвеш. Виїхавши з Томашполя, що на півдні Вінничини, разом з подругою-фотографом Вірою, наш водій вирішив скоротити і не їхати через Вапнярку, а поїхати через Комаргород і далі кукурудзяно-соєвими полями і грунтовою дорогою. Погода була сонячна, тож це нам вдалося. Не повторюйте цього за нами, особливо в дощову погоду. Можете не доїхати.

Їхали ми в палац, він же психоневрологічний інтернат, по домовленості з адміністрацією закладу, тому що це закритий обєкт.

З 1917 року в маєтку був будинок відпочинку. Для відпочивальників збудували танцмайданчик, запрошували духовий оркестр.

У 1957 році палац разом  з парком прийняв нових жильців- літніх людей, тут майже 30 років був будинок престарілих, а з 1986 року поселився інтернат для психічнохворих людей. Сьогодні для них тут прекрасні умови. Палац і парк можна оглянути, лише треба звернутися за дозволом до адміністрації, що ми і зробили.

За сприяння і допомогу в наданні транспорту і домовленості з директором закладу Присяжнюком Анатолієм Івановичем я щиро вдячна селищному голові Томашполя Валерію Федоровичу Немировському.

На місці нас зустрів місцевий житель і працівник закладу, завгосп Кость Маркітан. Він же і провів нам захоплюючу екскурсію всімая закутками палацу і господарських будинків.

  • Звідки ви приїхали до нас?
  • Зараз їдемо з Томашполя, по домовленості з директором, а взагалі ми з Вінниці і Києва. Шукаємо польські сліди по Україні, я реалізую польсько-український проєкт, тож і в ваш чудовий палац не приїхати не змогли.
  • Ясно. Почнемо тоді. Перед вами маєток пана Кароля Ярошинського, це як наш олігарх Коломойський, багато людей у нього працювало. Але платив він добре, тому люди охоче у нього працювали. За людей переживав, добрий був. Мене його смерть вразила. За кордоном чи то в театрі, чи опері вколов отруту в нього НКВД-ист, але він мав міцне здоровя, тож не відразу помер, а мучився півроку і аж тоді помер.
  • Правнучка Ярошинських недавно приїжджала до нас з Польщі мікроавтобусом,- продовжує розповідь наш гід,- ми всі налякалися, думали забере палац, але вона лише оглянула палац і подякувала нам, що ми дбаємо і опікуємося ним.

Є легенда про тунелі під палацом, які тягнуться аж до Комаргорода, я особисто пройшов 50-70 метрів, йшло два підземних хода: до ставка і до сусіднього села Марківка.

А оце склад, туди спочатку зайдем. Уявіть, він має три поверхи вниз, тобто біля 10 метрів в глибину.

  • Ого- вражено втрьох відповіли.
  • Тут навіть льодовик був, тоді ж не було холодильників, то льодовик його заміняв, погріб обкладалася льодом і до осені продукти гарно зберігалися. У трьох поверхах льоху також цікава система вентилювання, спеціальні ніші для льоду- його вирубували взимку на ставках, які були в парку і закидали в льох, де на спеціальних гаках підвішувалося м’ясо, туші дичини, зберігалися усякі наїдки та напої до панського столу. Льох- холодильник і нині використовується за призначенням.

            Цікавим є приміщення, де квасили капусту. Її закладали не в дубові діжки, а у вимурувані камяні ями. А щоб пісок зі стін не потрапляв у солонину, стінки щоразу оброблялися воском.

І це все ж вручну копалося, тоді ж екскаваторів не було! Але люди були задоволені роботою в пана, бо він добре платив.

Все, що ви бачите, збереглося ще з панських часів, тому що це памятка архітектури і містобудування національного значення і ми тут не маємо права нічого змінювати і перебудовувати, лише підтримувати. Зараз ми в цих погрібах зберігаємо соління, закрутки, ось квашені помідори, огірки, самі робимо для потреб закладу. Ось, спробуйте наші помідори.

Весь час поки пан Кость розповідав і показував погріб ми тільки панічно фотографували, щоб нічого не пропустити і ахали від захвату!

  • Зараз в селі Антопіль живе 173 особи, а колись було 1600! В кожній сімї по 6 дітей було, а мій батько взагалі 13-й був!
  • Скільки у вас зараз хворих тут?- питаю.
  • Зараз 140, було до війни 120, ми 20 нових забрали з окупованих територій, з Купянська, Запоріжжя, коли там бомбили. Цікаво, що на відміну від Запоріжжя, де інтернат був у центрі міста і хворі самі ходили на вулицю, у нас тут територія закрита, можна гуляти в парку (ще панському), якщо треба в магазин, теж можна, лише з супроводом санітарної лікарки.

Ходили ми і захоплювалися, як все добротно і якісно зроблено на віка. Все збереглося, не те що зараз- зробив ремонт і через рік вже все відпадає, руйнується, матеріали не такі якісні, як колись.

Одразу за льохом- величезний могутній дуб, до якого ми попрямували після відвідин льоха. Збереглося повіря, що під цим дубом Олександр Пушкін любив відпочивати, коли гостював в маєтку. Є спогад, як поет заблукав на полюванні: «Одного погожого ранку 1821 року жителі села Антополя проснулися від гортанних звуків мисливського ріжка. Незабаром з великого парку князя Романа Четвертинського виїхала кавалькада мисливців і направилася до лісового урочища «Дубина». Серед вершників можна було впізнати і Олександра Пушкіна, який перебував на той час у своїх тульчинських друзів-декабристів і був запрошений до Антополя на полювання. Захопившись полюванням, поет непомітно відстав від групи мисливців і заблукав. Йдучи в одному напрямку, він вийшов на лісовий кордон віддаленої дачі «Дубина Перловських». Лісник спочатку прийняв Пушкіна за переодягненого цигана, однак почувши веселу розповідь поета про свою пригоду, запросив гостя до себе, а на другий день відвіз його в Антопіль до маєтку Четвертинських».

  • Краще б його не знайшли тоді в лісі, може б історія інакше пішла і не було б цієї війни – прокоментувала Віра.
  • Та вони б ще щось придумали- каже працівниця закладу.
  • І то правда- відповідає Віра.
  • Ті, хто приїжджає  з Вінниці обнімають дуб і набирають силу, дуб дає енергію- продовжує Кость розповідь.

Ми теж спробували його обійняти втрьох і нам це не вдалося, все таки треба 4 особи, щоб його обійняти.

Пан Кость вважає, що дубу більше 300 років. Недавно блискавка, на жаль, трохи пошкодила дерево. Тріснула кора, тож вони зараз думають, як дерево підживити.

По дорозі нас зустрічають поодинокі хворі закладу, що прогулюються чи щось роблять, деякі намагаються допомагати персоналу. Спостерігаємо як пан Кость хвалить хворого:

  • Молодець, Віталік, ти найкращий.
  • А я? – тут же питає хвора, що проходила поряд і почула розмову.
  • І ти, Свєточка, найкраща, помагаєш, молодець.
  • Так, я помагаю- усміхається жіночка і підходить до нас, радісно беручи за руку подругу.

Видно, що дуже їм не вистачає спілкування, уваги, простих обіймів. Хворі спокійні, зовсім не буйні, вільно гуляють по території.

Питаю в Костя, з якими тут хворобами в основному люди перебувають.

  • Шизофренія, розумова відсталість- відповідає Кость. А є й такі, яких привозять багаті діти на джипах і здають в інтернат, кажучи, що вони їм заважають. Готові платити будь-які кошти, лиш би ми їх забрали. Кажу їм: а як вас виховували і в люди випустили то не заважали?
  • І забираєте всіх?
  • Мусимо. Звичайно, якшо місця є.

Один молодий хлопець Рома, і на вигляд і по розмові, найпритомніший, гарно формулює речення, постійно ходив за нами і хотів спілкуватися. Розказав про себе, звідки він, про свою сімю, батьків, сумну історія, що повісилася його мама. Кілька разів тікав з інтерната, один раз навіть пішки пішов в Одесу до брата. Його ловили і вертали в інтернат. Дав номер нашому водієві, щоб дзвонив йому. 

З цікавинок життя пацієнтів пан Кость розказав, що в повнолуння хворим щось робиться і вони масово починають казитися, бурхливо реагують, стають буйнішими. Раніше не вірив сам, але переконався: тільки повнолуння і починається.

Далі екскурсія продовжилася в самому палаці, збудованому за офіційною версією в 1830 році в стилі класицизм.

 Центральна частина 2-поверхова, сходами з парадного входу потрапляємо в овальну залу, від неї розтікається система коридорів, з яких можна потрапити в будь-яку кімнату маєтку.

Від колонної зали потрапляємо в один з трьох камінних залів. Виготовлені з мармуру і чавуну, каміни і сьогодні можна використовувати за призначенням і є найпривабливішою частиною експозиції. Перший камін- від вхідної зали направо, в палаті номер 16, другий- від вхідної зали наліво в столовій, де їдять хворі. Третього нам не показали, видно напрямок екскурсії був в інший бік.

До речі, знадвору диму від запалених камінів не побачиш, бо у стінах дуже хитромудра система опалення.

На разі, збереглася і кухня з великою чавунною плитою, яку і сьогодні використовують за призначенням і тепло від якої по невидимих лежухах у стінах донині взимку обігріває приміщення.

  • Готуємо їжу для хворих ми на панській плиті! Ще й економимо електрику для держави. Плита оригінальна, ми тільки її цеглою обклали, і витяжку поміняли, а все інше як було за пана.

По дорозі поговорили з місцевими кухарками, які з сусідніх сіл доїжджають на роботу і відносяться до неї дуже відповідально і з любовю. Вони теж почали розказувати нам про маєток, продовжуючи розповідь Костя.

  • Дякуємо вам, що дбаєте про таке історичне місце. Небагато в Україні так добре збережених памяток- кажу усміхненій кухарці.
  • Так, стараємось.

Гарними реконструйованими сходами ми піднялися на 2-й поверх.

Там кімнати без помпезних прикрас. Варта уваги напівовальна кімната, з вікнами до підлоги, які виходять на центральний вїзд маєтку. Що розміщувалося у численних кімнатах  і залах палацу, наразі не відомо. Проте багата уява відвідувачів може намалювати численні картинки з тогочасного життя, в яких було багате убранство кімнат, меблі, картини.

У нас з Вірою виникло бажання пожити хоча б день в такому палаці, жартома ми просили Костя здати нам в аренду палату.

Згодом до 2-поверхової центральної частини були прибудовані 2 одноповерхові крила у неоренесансному трактуванні фасадів, які й надали теперішнього П-подібного вигляду.

З цього боку вхід до маєтку увінчаний чотирма колонами. Збереглося деревяне обрамлення чотирьох центральних вікон, оздоблених маленькими балкончиками.

Серед споруд також збереглися стайні, голубятник, гараж, брама з будинком для швейцара і камяна огорожа, якою обнесений весь маєток.

Всі ці споруди знаходяться в парку, одному з найстаріших парків Вінницької області. З дубом Пушкіна з цього парку ми вже познайомилися. Інші дерева тут теж старі, по 300-400 років. Антопільський ландшафтний парк має статус парку державного значення, займає 27 гектарів, а палац донині тішить погляд чудовим виглядом.

Дорога, що біжить від Вапнярки через Вербову і Марківку до Антополя, та, якою ми не поїхали, але радимо вам їхати, веде через усе село прямісінько до воріт палацу, як і триста років тому. Навіть висока камяна стіна-огорожа, що розділяє село і парк, збереглась чудово.

Колись парк перетинали алеї і стежинки, котрі прямували в різних напрямках. Вони були прокладені таким чином, що мандрівнику відкривалися щоразу нові краєвиди. В особливо гарних місцях поставлені були сходи і лавки, вирізьблені з білого мармуру. Деякі з них були гладенькими і плоскими, інші ж виглядали як справжні шедеври мистецтва. З боків їх оточували скульптури сатирів, котрі сиділи в різних позах і грали на музичних інструментах. Барельєфи на бильцях зображували постаті дівчат у сукнях чи квадригах. На узбережжі парк межував із садами, даючи їм захист від вітру.

В статті польського дослідника Романа Афтаназі зустрічається детальний опис парку: «… до Антопільського маєтку вела липова алея над ставом. Мурована неокласична брама з павільйоном для швейцара походила з початку XX століття. Пейзажний парк, закладений у 80-х роках XVIII століття, займав площу в 30 гектарів. При цьому виростали уже існуючі там дерева. Дуби, що походять з того часу, а також ясени, сягають 2-х метрів у діаметрі. Частина парку знаходилася на пологій поверхні, але головна ділянка розташовувалася на гарному підвищенні, що підкреслювало його мальовничість.

При вїзді до парку збереглася неокласична брама з павільйоном для швейцара, яка походить з початку XX століття.

Досить недавно, в 2021 році була видана книга Підкопаєвої Надії «Мов два крила- Антопіль і Марківка». Ця книга, мабуть, містить найвичерпнішу інформацію про палац і село Антопіль, має аж 510 сторінок, і написана педагогом, жителькою сусіднього села Вила. З Антополя походить родина чоловіка авторки, а в Марківці починалася трудова біографія авторки.

Книгу можна знайти в місцевих районних бібліотеках Томашполя, Вапнярки, а також інших районних центрах області, я наприклад її читала в Іллінецькій міській бібліотеці. Поділюся з вами ще додатковою інформацією про історію палацу, зібраною кропіткою працею авторки по архівах і спогадах місцевих жителів.

«Антополь- расположено на ровной местности длинною полосою, принадлежит княгине Казимире Четвертинской. В селе много садов, в особенности прекрасен сад помещичий с небольшим рыбным прудом. Ближайшая станция железной дороги Вапнярка в 8 верстах. Гигиенические условия прекрасны. Почва черноземная. Старая деревянная церковь сооружена князем Антоном Четвертинским в 1772 году. Вместо этой церкви в 1847 году княгиней Казимирою Четвертинскою, согласно желанию ее мужа, сооружена церковь каменная, крытая железом, с таковою же колокольнею, в честь Воздвижения Честного и Животворящего Креста. Населения православного 485 мужчин и 433 женщин. Все они- крестьяне, земледельцы, кроме земледелия занимаются извозом”

(Приходы и Церкви Подольской епархии»)

Вірогідних джерел про час заснування і виникнення назви села немає. Можливо, назва села походить від назви стародавніх словян – антів, рештки матеріальної культури яких виявлено порівняно недавно, в 1959 році у могилі на території теперішнього будинку- інтернату.

В 2-й половині 18 століття- 1-й половині 19 століття Антопіль був власністю князя Антонія Яна Непомуцена Святополк- Четвертинського (1744-1830), молодшого сина князя Феліціана Стефана та Катажини Єловицької, котрий походив з лінії роду, що називалася «на Новій Четверні». Мав двох дружин- Терезу Загорську і Анну Ружевську. Саме від Анни Ружевської (Ржевуської) князь Антоній мав семеро чи шестеро дітей: чотирьох синів- князя Йозефа, князя Готфрида (котрий помер в 1844 році і був одружений на графині Марії Броель- Платер), з якою у них була спільна донька Емілія, в майбутньому- дружина російського генерала Сайн- Вітгенштейна), князя Раймунда, князя Станіслава, князя Леопольда, полковника російської гвардії і двох дочок Катерину і Теклю (в інших джерелах- мав трьох дочок). Між ними він поділив всю спадщину, що складалася з Колоденки, Суфчина (нині Савчино), Янушгорода (нині Марківки), Крижополя (нині Високого), Антополя, Цапівки, Комаргорода та інших сіл Брацлавщини, а також кількох сіл на території Київського воєводства.

Антопіль успадкував князь Леопольд, одружений на Казимирі Любянці, від якої мав дочку Яніну. В 1863 році вона вийшла заміж за Адольфа Боженець- Яловицького (близько 1840-1898), доктора філософії та відомого громадського діяча. Після трагічної смерті маленької доньки, а потім в 1865 році і дружини, Адольф Єловицький, одружений вдруге з Ядвігою Тишкевич вирішив продати Антопіль та перебратися в Череше-Седлище під Вітебськом.

Проте, як відомо, за тодішніми законами Імперії майже від 1865 до 1905 року в західних губерніях продати свої володіння поляки мали право лише росіянам. Викликано це було польськими повстаннями- спочатку 1831-го, а потім- 1863 року. Тому влада вирішила обрусити ці землі. А от поляки розглядали продаж власних маєтків як непатріотичний вчинок. В даному випадку допоміг Йосип Ярошинський (1826-1885), власник Звонихи, Кабатні, Бабина, Капустян і Гнівані. Його повне імя – Йосип Клементій Григорій, дружиною його була Кароліна Борза-Джевецька (народжена близько 1840-го року). Ярошинські були зведені у дворяни в 1834 році. Йосип Ярошинський мав добрі стосунки з російськими чиновниками і отримав від Олександра ІІ виняткові права купувати землі в девяти губерніях, котрі раніше входили до складу Польщі. Він і купив Антопіль.

Разом із тим, він заснував цукрові заводи в Бабині, Гнівані, чим збільшив своє  і так немале багатство. Після нього Антопіль, Крижопіль і Вапнярку успадкував наймолодший із його синів, Кароль Ярошинський (1878-1929), відомий фінансист, громадський діяч та філантроп, що і був останнім власником маєтку. Спадкоємець багатомільйонного статку, він довгий час славився любителем красивого життя, що зїдало мільйони досить швидко. Та все ж був неабиякою особистістю. Маючи великі організаційні здібності, в деяких випадках він збільшував свої доходи, а було й таке, що зазнавав чималих збитків. В  1909 році він «зірвав банк» у Монте-Карло- виграв величезну суму, що увійшла до історії світового казино, а виграні гроші дали змогу розплатитися за борги, котрі наробив у бурхливий період свого життя, і як не дивно, котрі сподвигли Карла змінити спосіб життя.

Подальші найрізноманітніші фінансові операції зробили Кароля Ярошинського, на думку багатьох, найбагатшим поляком в історії. Та і доля після цього випадку благоволила Карлу Йосиповичу- в 1911 році при відвіданні Києва Миколою ІІ брат Карла, Франц Йосипович, був зведений в камер-юнкери, що наблизило Ярошинських до придворних кіл. Використовуючи нові звязки, Кароль активно зайнявся підприємницькою діяльністю і в роки передвоєнного промислового  підйому значно збільшив свій статок. На березень 1916 року він оцінювався ним самим в 26,2 млн рублів. Карлу належало 53 цукроварні. Разом з тим, він щедрою рукою підтримував польські благодійні та освітянські товариства, не шкодуючи грошей і на інші громадські заходи.

Коли в 1916 році виникло обєднання провінційних банків Союзний банк, віце-головою його правління став Ярошинський. На той час він переїхав до Петрограду і оселився в одному з палацових особняків- знаменитому будинку Половцова на Великій Морській. Шведський фінансист Ашберг писав, що Ярошинський через Распутіна завязав потужні звязки через російських аристократів і подейкували, що він повинен одружитися на одній з царських дочок.

Слідкуючи за діяльністю Ярошинського, британський консул в Одесі захоплювався його здібностями, відмічаючи проте, що той часто зазнавав злиднів через нестачу готівки. Хоча Ярошинський продовжував користуватися кредитом в Російсько-Азіатському банку і отримував у нього багатомільйонні позики, він брав гроші у позику і за кордоном, зокрема підписав угоду з лондонським «London Citi and Midland Bank», який згодом став його головним британським контрагентом.

До 1917 року він управляв величезною діловою імперією, яка складалася з шахт, сталеливарних, нафтопереробних заводів, банків, страхових, залізничних компаній, володів мережею готелів і багато чим іншим, у тому числі і в Одесі. В той же час він підтримував освітні і благодійні установи. Був Головою Організаційного Комітету Католицького Університету в Любліні. Він фінансував Федоровський лазарет Великої Княгині Марії Миколаївни і Анастасії Миколаївни: перебував помічником коменданта особистого санітарного потягу Імператриці Олександри Федорівни. Був близький з подругою Імператриці Ганною Видубовою. За плітками, був закоханий в одну з дочок Миколи ІІ.

Карл Ярошинський був одним з небагатьох, хто реально щось робив для звільнення Миколи ІІ- він віддавав величезні гроші для цієї мети. На жаль, на певному етапі план цей рухнув.

Є проте така точка зору, що Ярошинський був членом масонської ложі і сам був учасником лютневих подій 1917 року.

Після березня 1917 року, позбувшись підтримки Двору, Карл не зупиняв свою діяльність і зумів провести ряд великих угод. Найбільш важливою з них було придбання столичного Російського для Зовнішньої Торгівлі Банку, який володів двома цукровими компаніями, страховою фірмою і фінансував хлібну справу в Поволжі. Цю операцію Ярошинський здійснив з петроградським Міжнародним Комерційним Банком, який контролював хлібну торгівлю на Півдні, найбільші вугільні шахти і металургійні підприємства країни.

Після жовтня 1917 року Карл Йосипович позбувся більшої частини свого статку, зберігши тільки зарубіжні рахунки. 29 червня 1918 року зробив заяву про те, що він жертвує 1 мільйон рублів для будівництва Католицького Університету в Любліні.  Напевно по інерції, не усвідомлюючи, що його стан і час пройшов. Він намагався продовжити свою фінансову діяльність, але удача відвернулася від нього. Будучи діяльною людиною, налагодив стосунки з новим головою Польщі, маршалом Пілсудським, до якого звертався з цілим рядом різноманітних проектів, втім, здебільшого нереалізованих.

Революція відібрала в Кароля практично все, за винятком деяких сум у закордонних банках. Незважаючи на це, він мав можливість жертвувати значні суми на філантропічні цілі. Після війни він займався різними справами але без великого успіху.

Карл Йосипович помер майже в злиднях у варшавському госпіталі Святого Духа 8 вересня 1929 року. За однією версією, в нього був син, Карл Карлович, що теж став фінансистом і нібито помер в 1941 році, за іншою- він так і не створив родини і невідомо, хто саме і чи взагалі була в нього дружина.

Про смерть його є відомості, що він нібито був отруєний голкою з отрутою в опері в Парижі в 1920-х і хоча його тоді врятували, мучився від наслідків отруєння аж до смерті, про що нам вже розповідав наш екскурсовод палацом, Кость Маркітан.

Шкода, що цей палац має закритий доступ для туристів. Хоча за домовленості з адміністрацією насолодитися цією красою все ж можливо. Але з другого боку те, що тут саме цей заклад, саме цей директор, саме цей колектив і врятувало цю памятку від долі більшості памяток України.

За що ми їм дуже вдячні!

Автор і редакція- Лєна Семенова